Forum " NOWE ŻYCIE " Kluczbork Strona Główna " NOWE ŻYCIE " Kluczbork
Alkoholizm AA, przez "24-ry godziny"
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

4 ciężkie lata...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum " NOWE ŻYCIE " Kluczbork Strona Główna -> ZAOKRĘTUJ SIĘ ;
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ryth
NoWy...



Dołączył: 09 Kwi 2013
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: 09 Kwi 2013/ 20:23 = 98    Temat postu: 4 ciężkie lata...

Witajcie,
Chodzę po forach w celu uzyskania opinii i odpowiedzi na moje pytania...

Chciał bym wam tutaj opowiedzieć swoją historię.
Mam nadzieję że was nie zanudzę i że znajdzie się ktoś kto odpowie na moje pytania...

Mam 26 lat. Byłem z kobietą w związku przez 4 lata. Pracowałem wtedy w klubie w którym byłem barmanem oraz grałem i gram jako Dj.
Poznałem tam Kingę. Przyszła do pracy na bar. Tak się złożyło że już po 2 miesiącach znajomości zamieszkaliśmy ze sobą. Byliśmy bardzo w sobie zakochani.
Wtedy też nastąpiło pierwsze zdziwienie Kingi. Okazało się że ona postrzegała mnie jako osobę imprezową ( przecież gram po klubach). Ja jednak stawałem w sobotę w kuchni w fartuchu i gotowałem obiad Smile
Kinga była i jest bardzo imprezową osobą. Nie było weekendu żebyśmy gdzieś nie wychodzili. Opisze ją trochę bo może to pozwoli zrozumieć lepiej sytuację.

Kinga ma obecnie 25 lat. Jest sierotą. Taty nigdy nie poznała. Jej mama zmarła jak miała 17 lat. Został jej tylko brat. Gdy ją poznawałem dużo ćpała. Było to jednak dla mnie nie do przyjęcia (ja ten etap życia mam za sobą) Powiedziała że w takim razie nie będzie tego robić skoro mi to przeszkadza. Od tamtej pory nigdy nie widziałem jej pod wpływem narkotyków. Zaczęła jednak więcej pić...

Na początku mi to nie przeszkadzało, myślałem że po prostu jest bardziej imprezowa niż ja. Jednak z czasem zaczęło mnie to męczyć...
Wielokrotnie znajdowałem ją nad ranem śpiącą w wannie, przedpokoju czy na toalecie. Zawsze gdy ją budziłem słyszałem wyzwiska. Krzyczała że wcale nie jest pijana i że psuje jej życie. Taki okres trwał mniej więcej 3 lata. Próbowałem rozmawiać, prosić, groziłem że się wyprowadzę... Niestety bez zmian. Obiecywała mi w każdy piątek że idzie tylko spotkać się z koleżankami. Mówiła "rozumiem że CI to przeszkadza więc nie będę się upijać" Budziłem się o 5 rano ale jej nie było. Dzwoniąc zawsze dowiadywałem się że zaraz wraca (oczywiście bełkotała) Po powrocie gdy mówiłem "spójrz na siebie jesteś pijana" mówiła że wcale nie i że to ja się powinienem leczyć.
Nie mając już pomysłu w listopadzie 2012 poszedłem do klubu AA sam by porozmawiać z terapeutą. Pomyślałem że może ze mną jest coś nie tak. Że może oskarżam kogoś o coś co w ogóle nie istnieje. Terapeuta kazał przyjść z nią na spotkanie. Gdy jej o tym powiedziałem strasznie się wściekła. Powiedziała " jasne pójdę żeby Ci udowodnić że nic się nie dzieje i że to Ty masz problem" Już wchodząc do pomieszczenia z terapeutą (byliśmy tylko w trójkę) zaczęła płakać. Terapeuta nie zdążył jeszcze nic powiedzieć... Ja praktycznie milczałem. Terapeuta powiedział jej by zastanowiła się czy alkohol nie znaczy w jej życiu zbyt wiele. I że picie piwa po wielkiej popijawie następnego dnia to już klinowanie i to nie jest dobre. Po tej wizycie powiedziałem jej że jeśli jeszcze raz się upije na prawdę się wyprowadzę. Nie zatrzyma mnie.

No i nastał dzień (2 lutego) gdy Kinga powiedziała że chce się wyprowadzić żeby zdystansować się do mnie. Żeby zatęsknić i docenić mnie jako człowieka. Pomyślałem wówczas że faktycznie na 4 lata nie mieliśmy praktycznie żadnej rozłąki i może to nam dobrze zrobić.
Miała się wyprowadzić max na 2 miesiące. Mieliśmy się nie widywać przez pierwszy miesiąc (to był jej pomysł). Gdy się pakowała zauważyłem że chowa do torby kieliszki które dostała kiedyś w prezencie. Zapytałem po co jej to ? Nie umiała odpowiedzieć.
Wyprowadziła się z 2 koleżankami które również są na "TY" z kieliszkiem.
Denerwując się całą sytuacją zrobiłem rzecz o którą bym się w życiu nie posądzał. Ale podświadomość wygrała. Wszedłem po 3 tygodniach na jej konto na Facebooku. Przeczytałem tam jak chwali się koleżance że piła w któryś piątek do 6 rano a na 10 poszła na studia żeby zaliczyć egzamin.
Przeraziłem się. Nie wiedziałem co mam robić. Postanowiłem nie mówić jej o niczym tylko poczekać na rozwój wydarzeń. W między czasie widzieliśmy się kilkakrotnie. Było bardzo sympatycznie.
Niestety po miesiącu rozłąki Kinga totalnie pijana miała bliższy kontakt z kolegą z pracy... O czym też dowiedziałem się nie od niej lecz z jej konta...

Od tamtej chwili kontakt totalnie nam się popsuł. Przyjechała po resztę rzeczy i rozstaliśmy się na dobre.

Nie wiem czy moja interpretacja jest słuszna.
Wydaje mi się że uciekła bo wiedziała że przy mnie nie może już pić.
Teraz tylko dochodzą mnie słuchy że piją z koleżankami codziennie.
Zaczyna tracić wartościowych przyjaciół w zamian otacza się ludźmi którzy nie zwrócą jej uwagi tylko pogłaszczą po głowie.

Chciał bym jej mimo wszystko jakoś pomóc ale nie wiem czy istnieje sposób... Gdy ostatnio jej napisałem żeby na prawdę się zastanowiła bo sprawy wymykają się jej z pod kontroli odpisała że sobie świetnie radzi a ja mam jakieś urojenia bo z nią wszystko jest ok...

Mam nadzieję że Was nie zanudziłem.
Będę wdzięczy za każdą uwagę.

Pozdrawiam

Marcin
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jurek
Moderator



Dołączył: 30 Sty 2006
Posty: 585
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: stąd...

PostWysłany: 10 Kwi 2013/ 00:17 = 99    Temat postu:

No i co ci napisać?...
Nie jest to wprawdzie dla ciebie pocieszające, ani jej usprawiedliwiające, lecz nikt świadomie nie chciał zostać alkoholikiem... Ona również... I trudno tutaj mówić co by było lepsze. Czy to, że pije, czy to gdyby nadal ćpała...

Zamieniła narkotyki na alkohol i okazało się, że jej to przypasowało. Pomińmy przyczyny, bo teraz skutki są ważne... Przyczyn to będzie może kiedyś szukać na kolejnych terapiach jeśli dane jej będzie opamiętanie...

Przekroczyła kiedyś jakąś tam niewidzialna linię, wypiła któryś kieliszek, który zadecydował o odcięciu sobie drogi powrotu za pomocą siły woli...
Ona jej nie ma. Będzie miała czasami dobre chęci zaprzestania picia, lecz skończy się tylko na tych dobrych chęciach.

Myślę, że terapeuta cię uświadomił, że nie jesteś w stanie jej pomóc, wpłynąć na nią, postraszyć skutkami tej choroby, która nie jest stabilna, a przyśpiesza wraz z czasem picia... Wchodzi coraz głębiej w nałóg i jeśli nie dasz sobie z nią spokoju, będziesz się dowiadywał o coraz większych ekscesach w jej wykonaniu i z jej udziałem... to klasyka alkoholizmu...

Myślę, że mając kiedyś przysłowiowy nóż na gardle, przypomni sobie o tobie i zapuka do drzwi z zapewnieniem, że już kończy... W innych miejscach będzie już spalona... Nie można absolutnie wierzyć osobie uzależnionej na słowo, obietnice, przysięgi czy zapewnienia... To działa tylko czasowo... Później jest "nadrabianie strat"... Im dłuższa przerwa, tym nadrabianie bardziej głębokie i coraz bardziej drastyczne w skutkach...
Najlepszym sposobem - terapia zamknięta... Zostaje wówczas człowiek odcięty od tzw. wyzwalaczy... I tego właśnie trzeba wymagać w odpowiedzi na zapewnienia, że już nigdy...

Inna sprawa;

Póki co wiesz tylko o jednym koledze z pracy, który ją po pijaku wykorzystał... Albo ona jego... Nie wiadomo, nie byleś tam...
Alkohol jest swoistym afrodyzjakiem. To bzykanie będzie coraz częstsze, a po jakimś czasie już obojętnie z kim, byle postawił i byle było się gdzieś potem przespać...

Ale czy ty sobie wyobrażasz życie z kimś o kim będziesz wiedział, że ten jej nie bzykał kto nie chciał?... Bo dziki sex jest również wpisany w alkoholizm z powodu takiego, a nie innego, swoistego działania. Na koniec te bidne istoty nawet nie chcą, ale nie zawsze wiedzą, że były wykorzystywane...

Już pięćdziesiąt lat temu u nas na wsi było takie porzekadło "Baba pijana - dupa sprzedana"... To jest aktualne od zawsze do zawsze... Nawet najbrzydsze mają "powodzenie", bo strona męska po pijaku również nie jest wybredna...

Na pewnym etapie najlepszą pomocą jest właśnie nie pomagać. Zostaw jej wolna rękę, przestań śledzić, daj jej osiągnąć swoje dno... Przeżyje - sama znajdzie ścieżkę swojego wychodzenia z nałogu. Nie przeżyje - niech jej Bóg będzie miłosierny...

Dla alkoholika początkiem powrotu do normalności jest uznanie bezsilności wobec alkoholu i niekierowanie swoim życiem... Ty uznaj bezsilność wobec jej picia oraz to, że nie jesteś w stanie nijak pokierować jej życiem... Resztę zostaw Opatrzności...

Ma teraz swój komfort picia i w pewnym sensie jest jej z tym dobrze, gdyż sama nie widzi postępu choroby, a właściwie nie zdaje sobie pewno jeszcze z tego sprawy...
Na wszystko jest swój czas... Na opamiętanie również, jeśli dnem człowieka nie jest dno trumny... Mówimy, że każdy alkoholik przestaje kiedyś pic, tylko zdecydowana większość robi to za swojego życia...

Jeśli jednak chcesz jej pomagać, to zacznij zgłębiać mechanizmy alkoholizmu, gdyż nie mając wiedzy, bardziej zaszkodzisz niż pomożesz... Dobrze również wiedzieć co to mityng, co to faktycznie AA, co to Poradnia Odwykowa, co to Ośrodki itd...

Pozdrawiam i nie szukaj winy u nikogo, ani u siebie, ani u niej, ani u koleżanek itd...
Jak pisałem - nikt nie chce zostać alkoholikiem, a jednak staje się...


Ostatnio zmieniony przez jurek dnia 10 Kwi 2013/ 00:21 = 99, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ryth
NoWy...



Dołączył: 09 Kwi 2013
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: 10 Kwi 2013/ 08:17 = 99    Temat postu:

W ostatnim czasie dużo czytam na ten temat. Kiedy przeczytałem o systemie iluzji i zaprzeczeń zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy... Teraz wiem że każdorazowe podnoszenie jej z podłogi, mycie i kładzenie do łóżka było błędem. Miała komfort picia i praktycznie żadnych konsekwencji. Teraz nie robię absolutnie nic. Czekam na rozwój wydarzeń. Po miesiącu od jej wyprowadzki dzwoniła do jej koleżanki przełożona żeby wpłynąć na Kingę bo płynie... Więc kolejną stratą zapewne będzie praca. Wtedy nie będzie miała dokąd iść. Nie ma rodziców, więc na pewno zapuka do mnie. Co wtedy robić ? Przyjąć ją pod dach pod pewnymi warunkami (np leczenie się) czy zamknąć drzwi ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jurek
Moderator



Dołączył: 30 Sty 2006
Posty: 585
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: stąd...

PostWysłany: 10 Kwi 2013/ 09:14 = 99    Temat postu:

To decyzja wymagająca dogłębnego przemyślenia, a także znajomości siebie, swoich emocji i uczuć...
Leczenie to taki umowny termin. Raczej zahamowanie, gdyż uzależniona pozostanie do końca swoich dni. Zmienisz pracę i swój sposób życia dla jej dobra?...Dostosujesz wszystko?... Nie wyobrażam sobie waszego wspólnego balowania i imprez z alkoholem, dyskotek bez zgubnych dla niej skutków... Nawet po latach wyzwalacze działają i nikt uzależniony nie jest odporny na przebywanie w oparach i atmosferze imprezy... Kto mysli inaczej - jest w błędzie...

Zadałem ci wcześniej pytanie czy wyobrażasz sobie życie z nią, po jej przejściach z których większość do końca życia pozostanie dla ciebie tajemnicą?...
Żyć w ciągłej podejrzliwości i oczekiwaniu jej powrotu do picia to raczej niezbyt dobre warunki na wspólne zestarzenie się. Każde jej wyjście z domu może być powrotem po długim czasie w różnym stanie... Bardzo małej bowiem części uzależnionych, liczonych w promilach, udaje się dotrzymywać reżimu jakie stawia zdrowienie. Mając tylko szczątkowe pojęcie nie wiem czy zdajesz sobie sprawę na co byś się piorywał...

Jeśli jakimś cudem opamięta się, rozpocznie cykl terapii wspomagany mityngami AA, to jej chore emocje oraz pijane myślenie, postrzeganie świata i siebie samej, samoistnie się nie naprawi. To wieloletni cykl, wymagający samozaparcia i postawienia zdrowienia duchowego na stałe jako priorytet życia.

Z iluś spraw dotyczących uzależnienia zdajesz sobie pewnie już sprawę, jednak zdecydowana większość będzie wychodzić "w praniu"... Nikt z nas nie może być pewien swoich reakcji na niespodziewane zwroty akcji...

Przemyśl, przemedytuj wszystkie za i przeciw, gdyż możesz później nie tylko ją skrzywdzić, a i samego siebie... Życie to nie gra komputerowa...

Pozdrawiam...


Ostatnio zmieniony przez jurek dnia 10 Kwi 2013/ 09:20 = 99, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ryth
NoWy...



Dołączył: 09 Kwi 2013
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: 10 Kwi 2013/ 09:39 = 99    Temat postu:

Nie chciał bym do niej wracać. Bardziej chyba jako już teraz kumpel chciał bym jej pomóc bo wiem że jest wartościową osobą i ciężko mi patrzeć jak idzie na dno. Ale jak widać musi osiągnąć to dno żeby się od niego odbić...

Z muzyki nie zrezygnuję bo to moja pasja od lat i jedyne co mam. W tej chwili gram po klubach bardzo rzadko, więcej produkuję. Co nie zmienia faktu że cała otoczka clubbingu to alkohol, dragi i ciągłe imprezy.

Nie będę teraz nic robił. Zajmę się sobą bo Kinga wyprowadzając się zostawiła mnie z kredytami więc muszę teraz działać na pełnych obrotach...
Siłę do pomocy zawsze mam. Myślę że łatwiej będzie mi podać jej rękę jako kumpel niż jej facet. Ochłonąłem trochę, dostrzegłem rzeczy których nie wiedziałem przez 4 lata.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jurek
Moderator



Dołączył: 30 Sty 2006
Posty: 585
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: stąd...

PostWysłany: 10 Kwi 2013/ 10:32 = 99    Temat postu:

Jeśli ma być tak, jak piszesz, to proponowałbym dla twojego dobra, odciąć się całkowicie. Wbrew pozorom wtedy najbardziej jej tym pomożesz.

Bo jak inna pomoc miałaby wyglądać? Nawet na stopie koleżeńskiej ze statusem "byłej"?

Dawanie miejsca do spania, jakichś czasami pieniędzy, pielęgnowanie kiedy będzie dochodzić do siebie po kolejnych, coraz głębszych i dłuższych ciągach?... To tylko stworzy jej kolejny komfort, a ma go nie mieć. Ma ponosić dokładnie wszelakie konsekwencje, wtedy jest jakaś szansa, że po latach stanie na nogi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
RybkAA
Administrator



Dołączył: 29 Sty 2006
Posty: 494
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: z tamtej strony

PostWysłany: 11 Kwi 2013/ 19:37 = 100    Temat postu:

Cześć chlopaki.
Jurku wydaje mi się, że Ryth jest bardziej współuzależniony niż mu się wydaje i terapia jest nie unikniona.
Jak ma się miękkie serce, to zawsze dupa będzie zbita. Tego z dnia na dzień bez cięźkij pracy nad sobą nie da się tak pstryk i wszystko zmienić.
Można też dużo pisać, a malo robić i czekać.... tylko na co? i po co?
Ja też na temat alkoholu dużo wiedziałem, a i tak chlałem.
Rythu fajnie, że na dużo rzeczy otwierają Ci się oczy, więc do dzieła.

Pozdrawiam


Ostatnio zmieniony przez RybkAA dnia 11 Kwi 2013/ 19:40 = 100, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum " NOWE ŻYCIE " Kluczbork Strona Główna -> ZAOKRĘTUJ SIĘ ;
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin